Historia zaczyna się od… słodyczy. Bo od czego innego oczywiście – to co dobre, to słodkie. W Rzeszowie w 1926 roku powstaje Fabryka Cukierków “Alima”, które następnie w latach 50. przekształca się w zakład produkujący przetwory owocowo-warzywne.
Nie trzeba będzie długo czekać na rewolucję, w 1968 roku z linii produkcyjnej schodzi ona – pierwsza butelka soku Bobo Frut jabłko-banan-marchewka, którą mimo równych 50 lat znamy dobrze wszyscy.
Przez pierwszy rok produkcji fabryka wypuszcza 100 ton “bobo frutów” okazujących się prawdziwym strzałem w dziesiątkę (lub może kubki smakowe Polaków). Wraz ze wzrostem popularności zwiększa się także różnorodność produktów. Już w 1978 roku konsumenci mogą wybierać spośród 41 rodzajów przetworów Bobo Frut, w tym 17 rodzajów soków, 9 rodzajów przetartych owoców i warzyw, 4 rodzaje zup oraz 3 rodzaje deserów.

Elewacje obiektów zakładowych
Choć receptury soków i nektarów zmieniają się na przestrzeni lat, to po dziś dzień z fabryki wyjeżdżają przecierane Bobo Fruty: marchwiowo-jabłkowe, jabłkowo- bananowo-marchwiowe czy jabłkowo-marchwiowe z dodatkiem dyni. Ale w ofercie były inne ciekawe słodkie pozycje np. sok wieloowocowy z jabłek, dyni, czarnych porzeczek, rokitnika i żurawiny; a w latach 90. soki truskawkowe i morelowo-jabłkowo-truskawkowe.
Owoce są starannie wyselekcjonowane – soki z racji, że przeznaczone dla dzieci muszą spełniać znacznie bardziej rygorystyczne wymagania niż te dla dorosłych. Tym samym marchewki trafiają do fabryki z Hrubieszowa, jednego z nielicznych obszarów Polski, gdzie występują niezwykle żyzne czarnoziemy. Z kolei jabłka przyjeżdżają z sadów położonych w okolicach Kazimierza Dolnego i Nowego Sącza. Jako że Bobo Frut swoje lata już ma, to w przypadku części gospodarstw trzecie pokolenie dostarcza owoce i warzywa do fabryki. Niektórzy współpracują z “Alimą” od samego początku.
Lata 70. i 80. są okresem, gdy Bobo Frut jest towarem deficytowym, ba, wręcz luksusowym. Zapotrzebowanie znacząco nawet przerasta możliwości produkcyjne rzeszowskiej fabryki. Soków należy szukać “pod ladą” lub ustawiać się w zawijane kolejki, co nie gwarantuje doznania owocowo-warzywnej rozkoszy. Nawet lekarze przepisują Bobo Frut na receptę – ale jedynie dzieciom z dietą bezglutenową (sic!).
Dziś dzień soki i nektary z Rzeszowa są egalitarne i każdy po nie może sięgnąć. Sięga więc i moja mama w ubiegłej dekadzie, pojąc mnie dawką witamin. Zabiera mnie do firmowego sklepu umalowanego w owocowo-warzywne graffiti, mieszczącego się przy fabryce “Alima-Gerber” i pokazuje co należy pić, aby być silnym i pięknym.
Nie wiem, jak z tym wyszło, ale soki dalej piję, tylko już jako płynną bazę do smoothie!
Wasz,
Rozkoszny

Sklep firmowy z owocowo-warzywnym graffiti, mieszczący się pod fabryką “Alima”